sobota, 12 grudnia 2009
Pytanie zagadka
Postanowiono mnie ostatnio przed pewnym zadaniem, nad którym główkowałem dość dłuuuuugo. Ów pytanie brzmi, jak zeskanować/przenieść na drogę cyfrową, obraz z negatywu (normalnej wywołanej kliszy) bez użycia skanera? Zanim napiszę o tym jak to uczynić czekam na propozycje odpowiedzi na to pytanie, choć wiem, że pewnie niewielu będzie znało odpowiedź z racji małej popularności techniki wołania metodami tradycyjnymi. Z niecierpliwością czekam na jakikolwiek odzew.
środa, 11 listopada 2009
Fotografia, sposób na życie, hobby, nałóg czy trend,
Jakiś czas temu, na blogu zamieściłem sondę - jak często fotografujesz?
Z ciekawości chciałem dowiedzieć się jak często fotografujecie, wyniki wyglądają następująco, na 40 głosujących, 1 osoba foci raz na rok, 3 osoby codziennie, 25 osób 1-5 razy w tygodniu i 11 osób 1-5 razy w miesiącu.
Wokół fotografii w ostatnich latach dzieje się coraz głośniej, lustrzanki stają się dużo bardziej przystępne niż dawniej, niestety wszystkie mają tryb AUTO co staje się przez niektórych jedynym używalnym programem i pozwala na robienie super-extra zdjęć dosłownie każdemu, kto wie gdzie przyciska się guzik spustu migawki.
Czytałem ostatnio kilka świetnych artykułów o różnych znanych (i nieznanych) fotografach, którzy doszli do pieniędzy, jakiejś tam sławy itp. i prawie każdy z nich, w obecnym czasie fotografuje 1-5 razy na rok!!! Więc kolega, który zaznaczył to pole w sondzie albo jest sławny, ma pieniądze i nie ma czasu na nowe projekty, albo przez pomyłkę kupił aparat i jak już go ma to wypadałoby go choć raz do roku odkurzyć i użyć.
Zdziwiło mnie to. Sama to przecież przyjemność trzymać puszkę w ręku i niczym strzelec wyborowy, celując w swą ofiarę, pstrykać fotki szybkie niczym 8mm naboje, bezbronnie, nieoczekiwanie i bezboleśnie.
Ten właśnie "feeling" spowodował też moje głębsze zainteresowanie fotografią analogową, chęcią grzebania w kuwetach, mieszania odczynników i całego tego kłopotliwego procesu. Ale po to właśnie żebym czuł, że fotografuję, że nie stoję w miejscu, że idę dalej.
Ostatnio stały się modne różne indywidualne projekty, zachęcające fotografów do większej aktywności, a to rób zdjęcia iPhonem, a to 50 dni z 50mm obiektywem, a to znowóż "zrób zdjęcie twojego otoczenia" i takie tam. Czy trzeba nas zachęcać?
I przytaczając pytanie z tytułu, czym jest dla Ciebie fotografia? Hobby, bo robisz kiedy chcesz, tylko dla siebie; Sposobem na życie, bo z czegoś trzeba żyć, a jeśli do tego robię to co lubię i mi to wychodzi to czemu nie; Nałogiem - bo hobby wciągnęło mnie tak, że noszę aparat zawsze przy sobie, z nudów pstrykam co tylko mogę doszukując się w tym głębszej prawdy, sztuki, emocji... czy tylko Trendem, Jarek na lustrzankę, Ewa ma lustrzankę, lustrzankę mam i Ja.
Z ciekawości chciałem dowiedzieć się jak często fotografujecie, wyniki wyglądają następująco, na 40 głosujących, 1 osoba foci raz na rok, 3 osoby codziennie, 25 osób 1-5 razy w tygodniu i 11 osób 1-5 razy w miesiącu.
Wokół fotografii w ostatnich latach dzieje się coraz głośniej, lustrzanki stają się dużo bardziej przystępne niż dawniej, niestety wszystkie mają tryb AUTO co staje się przez niektórych jedynym używalnym programem i pozwala na robienie super-extra zdjęć dosłownie każdemu, kto wie gdzie przyciska się guzik spustu migawki.
Czytałem ostatnio kilka świetnych artykułów o różnych znanych (i nieznanych) fotografach, którzy doszli do pieniędzy, jakiejś tam sławy itp. i prawie każdy z nich, w obecnym czasie fotografuje 1-5 razy na rok!!! Więc kolega, który zaznaczył to pole w sondzie albo jest sławny, ma pieniądze i nie ma czasu na nowe projekty, albo przez pomyłkę kupił aparat i jak już go ma to wypadałoby go choć raz do roku odkurzyć i użyć.
Zdziwiło mnie to. Sama to przecież przyjemność trzymać puszkę w ręku i niczym strzelec wyborowy, celując w swą ofiarę, pstrykać fotki szybkie niczym 8mm naboje, bezbronnie, nieoczekiwanie i bezboleśnie.
Ten właśnie "feeling" spowodował też moje głębsze zainteresowanie fotografią analogową, chęcią grzebania w kuwetach, mieszania odczynników i całego tego kłopotliwego procesu. Ale po to właśnie żebym czuł, że fotografuję, że nie stoję w miejscu, że idę dalej.
Ostatnio stały się modne różne indywidualne projekty, zachęcające fotografów do większej aktywności, a to rób zdjęcia iPhonem, a to 50 dni z 50mm obiektywem, a to znowóż "zrób zdjęcie twojego otoczenia" i takie tam. Czy trzeba nas zachęcać?
I przytaczając pytanie z tytułu, czym jest dla Ciebie fotografia? Hobby, bo robisz kiedy chcesz, tylko dla siebie; Sposobem na życie, bo z czegoś trzeba żyć, a jeśli do tego robię to co lubię i mi to wychodzi to czemu nie; Nałogiem - bo hobby wciągnęło mnie tak, że noszę aparat zawsze przy sobie, z nudów pstrykam co tylko mogę doszukując się w tym głębszej prawdy, sztuki, emocji... czy tylko Trendem, Jarek na lustrzankę, Ewa ma lustrzankę, lustrzankę mam i Ja.
Etykiety:
REALNOŚĆ,
WIZJE I PRZEMYŚLENIA
piątek, 6 listopada 2009
2 grzyby w barszczu
Ostatnie liczne dywagacje na temat mikro-stoków, przerwała mi pani finansistka z jednej z brytyjskich agencji, przysyłając mi fakturę za sprzedaż licencji. Oj zdziwiłem się, z jeszcze na pół zamkniętymi oczami kiedy zobaczyłem sumkę w GBP. Przetarłem oczy, zajrzałem jeszcze raz i moje zdziwienie (oprócz radości) zwiększyło się jeszcze bardziej. Czemu? Owszem suma była całkiem fajna, ale najbardziej mnie zdziwiło że takową sumę klient zapłacił za tak mało atrakcyjne zdjęcie jak to właśnie, które widzisz teraz(poniżej). I mało tego zdjęcie sprzedał pododdział agencji ze Szwecji, który wziął prowizje, no a ja otrzymałem 50% z reszty która trafiła do agencji głównej. Czyli jak wielka to musiała być suma?! Za takie zdjęcie.
Dało mi to do myślenia jeszcze bardziej, niż zazwyczaj.
Miesiąc wcześniej również sprzedałem zdjęcie w tej samej agencji.
I wyobraźcie sobie, że te dwie sprzedane licencje to tyle kasy co moje roczne dochody z rynków mikro IS+FT+SS+DT razem wzięte.
I to dało mi do myślenia, o wiele więcej.Czy już czas podarować sobie Micro i skoncentrować się na poważniejszych graczach?
Cały czas marzy mi się praca dla najpotężniejszego gracza na rynku fotografii żywności, a mianowicie Stock Food International, tyle tylko że u nich minimalna rozdzielczość do 12Mpix, a ja jeszcze chwilowo mam 10Mpix. Technicznie? Myślę że już jestem gotowy, choć spodziewam się 60-70% odrzutów, ale te powiedzmy 30% to już coś zarabiać powinno, pod warunkiem że folio jest w miarę duże (i tu mam na myśli powyżej 1000 fotek). Jak twierdzi konsultantka Stock Food, tylko duże (jak wspomniałem wyżej) i mocno zróżnicowane p-folio daje dobre rezultaty finansowe.
Zbudowanie folio rzędu 1000 fotek przy 60% odrzucie to daje jakieś 2-3 lata przy 100 fotkach miesięcznie jak na amatora lub około 4 miesięcy do 1 roku jak na profesjonalistę - czyli takiego co może zajmować się tylko tym i niczym więcej.
Prawdą jest też że te większe agencje niemalże żądają regularnych dostaw zdjęć, co jednak wychodzi fotografom na dobre.
Szybko dotarłem do jasnego wniosku. Jak tylko zmienię lustro na lepsze, startuję bez zastanawiania się i oglądania na trendy, wzrosty czy spadki. Na zawodowstwo raczej nie przejdę, ale mieć zdjęcia w Stock Food jako amator to chyba jeszcze większa przyjemność.
Dało mi to do myślenia jeszcze bardziej, niż zazwyczaj.Miesiąc wcześniej również sprzedałem zdjęcie w tej samej agencji.
I wyobraźcie sobie, że te dwie sprzedane licencje to tyle kasy co moje roczne dochody z rynków mikro IS+FT+SS+DT razem wzięte.
I to dało mi do myślenia, o wiele więcej.Czy już czas podarować sobie Micro i skoncentrować się na poważniejszych graczach?
Cały czas marzy mi się praca dla najpotężniejszego gracza na rynku fotografii żywności, a mianowicie Stock Food International, tyle tylko że u nich minimalna rozdzielczość do 12Mpix, a ja jeszcze chwilowo mam 10Mpix. Technicznie? Myślę że już jestem gotowy, choć spodziewam się 60-70% odrzutów, ale te powiedzmy 30% to już coś zarabiać powinno, pod warunkiem że folio jest w miarę duże (i tu mam na myśli powyżej 1000 fotek). Jak twierdzi konsultantka Stock Food, tylko duże (jak wspomniałem wyżej) i mocno zróżnicowane p-folio daje dobre rezultaty finansowe.
Zbudowanie folio rzędu 1000 fotek przy 60% odrzucie to daje jakieś 2-3 lata przy 100 fotkach miesięcznie jak na amatora lub około 4 miesięcy do 1 roku jak na profesjonalistę - czyli takiego co może zajmować się tylko tym i niczym więcej.
Prawdą jest też że te większe agencje niemalże żądają regularnych dostaw zdjęć, co jednak wychodzi fotografom na dobre.
Szybko dotarłem do jasnego wniosku. Jak tylko zmienię lustro na lepsze, startuję bez zastanawiania się i oglądania na trendy, wzrosty czy spadki. Na zawodowstwo raczej nie przejdę, ale mieć zdjęcia w Stock Food jako amator to chyba jeszcze większa przyjemność.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








